Refleksje projektantki i krytyka sztuki 

W kostiumie zawsze interesował mnie moment styku teatru i mody. Szukam możliwości przetransponowania ubioru historycznego na współczesność, przefiltrowania go przez aktualną modę. Ubiór historyczny wyjęty wprost z kostiumologii, zajmuje mnie o tyle, o ile stanowi punkt wyjścia do przetworzeń, do twórczej interpretacji jego form i stylu. Jeśli zwracam się do dawnej formy, staram się niekiedy zrealizować ją w innych, sprzecznych z epoką, nowoczesnych materiałach. Renesansowa suknia uszyta z dżinsu, wytartego i odpowiednio spatynowanego, podmalowanego lub „uszlachetnionego”, ma zupełnie inny wyraz niż gdyby była zrobiona z tradycyjnych tkanin. Zmieniam też same formy, przetwarzam je, przerysowuję, dodaję drapieżności lub erotyzmu, jakiegoś „pazurka” współczesności, dzięki czemu efekt oddziaływania takiego kostiumu jest inny.

Lubię wszelkie kompilacje, synkretyzmy, łączenia, anachronizmy, o ile oczywiście, służą one samej inscenizacji; rzeczy i materie pozornie kontrastowe czy wręcz wykluczające się, miękkie ze sztywnymi, gładkie z szorstkimi, matowe z połyskującymi, szlachetne z ubogimi i siermiężnymi.

Tak rozumiana ahistoryczność, zawsze opracowana według jakiegoś określonego klucza, jest w moim przekonaniu, ciekawsza i na pewno bardziej komunikatywna dla dzisiejszego widza od ścisłej wierności epoce. W teatrze kostium jest bardziej znakiem, symbolem pewnych cech charakteru i wartości. Należy wiec położyć nacisk na jego walory semantyczne. Musi on nieść jakiś przekaz o postaci, jej relacjach z otoczeniem i jej stosunku do rzeczywistości. 

Z kolei moda to swoisty teatr, moda na wybiegu, na pokazie zwłaszcza. Stylizacja w modzie, to jeszcze co innego; zapożyczanie, cytowanie, ta niekończąca się gra zestawień, połączeń, ten teatr życia czerpiący z dorobku pokoleń. Przy projektowaniu kolekcji sięgam więc do tego co już było w bliższej lub dalszej przeszłości ubioru, wertuję kostiumologie, przetwarzam dawne style i formy nadając im nowy, współczesny rys. Dekonstruując, rozbierając na części stare stroje buduję z nich inne, nowe, które zachowując jakieś elementy swego dawnego wyglądu, równocześnie z nim zrywają i przeciwstawiają się zwyczajowo przypisywanym im funkcjom.

Traktowanie kostiumu w teatrze i traktowanie kreacji na modelkę w pewnym momencie zaczęło się w mej pracy zbiegać, coraz bardziej przenikać.  

„Król Lear” Szekspira w reżyserii Piotra Szczerskiego zrealizowany w Teatrze im. Żeromskiego w Kielcach w 2001 roku, według nowego tłumaczenia Jerzego Sity miał być ostry w wyrazie, drapieżny, odnosić się do dzisiejszego świata. Ustaliliśmy z reżyserem, że nie chodzi nam o to, żeby zakomunikować to wprost ubiorem całkowicie współczesnym. Chciałam, żeby kostiumy miały odniesienie do historii, do czasów szekspirowskich, ale żeby też były zupełnie nową jakością. Zdecydowałam się na skórę i dżins jako dwa wiodące materiały, a formy miały w sposób aluzyjny odnosić się do historii. W efekcie powstały ubiory, które mogłyby pojawić się na pokazie awangardowego kreatora współczesnej mody, nie wahającego się czerpać inspiracji z przeszłości.

Tekst: Dorota Morawetz

 

 

Tekst zamieszczony powyżej napisała na moją prośbę, scenograf i pedagog, krakowska projektantka Dorota Morawetz. Budzi on szacunek z uwagi na profesjonalizm i jasność formułowania idei i celu „strategicznego” spektaklu na przykładzie realizacji konkretnego projektu. W projektach zespołu kostiumów do „Króla Leara” autorstwa Morawetz dla teatru w Kielcach spostrzegłem poszukiwanie nowoczesnej formuły. Byłaby ona bliższa temu, czym żywi się wielkomiejska ulica, reklama, media drukowane, film. Są to interesujące ścieżki powinowactwa mody i teatru. Sprawiła mi satysfakcję, gdy w jednym projekcie, zachęcona stylistyką pewnego Mistrza paryskiej mody, jakąś cząstkę jego wizji przeszczepiła do swojego ogródka. Tak trzeba i tak zawsze bywało na Olimpie. Wszyscy czerpiemy z Wielkich i Największych. I dodajemy własny głos, kreskę, ikonę. 

W każdej kolejnej wymianie pokoleń, wśród jej elit, kreujących preferencje i upodobania dotyczące formy i koloru, odzywa się silne pragnienie odejścia od powtórek, od deja vu, choćby najbardziej upowszechnionego – fotela czy kroju sukni. 

Innowacyjne spojrzenie na dziedzictwo dramaturgiczne klasyków teatru, np. Szekspira, pociągało wielu współczesnych reżyserów i scenografów. Wśród nich na myśl przychodzą natychmiast nazwiska Wielkich Reformatorów Sceny: rosyjskiego konstruktywisty Wsiewołoda Meyerholda, a w naszych czasach, Amerykanina, Roberta Wilsona.    

Pojęcie zeit geist /duch czasu/ funkcjonuje w słowniku sztuki, daje nam znaki.    

Trzeba umieć je czytać.  

Tekst: dr Szymon Bojko

   
   

::: menu